If somebody told that there is a band which plays a modern version of Czesław Niemen’s music, my eyes would start shining with rage. Any type of imitating the work or this genius artist is for me an unforgettable profanation.  However, I decided to give Soundrise a chance.

As my trembling hand put the album to the record player, Niemen’s odd, eccentric, and ethereal daughter entered the room.

Not another tribute band

Project Soundrise consists of five young people, passionate about music and ambitious about creating something completely new and unique. They decided to interpret one of the legends of Polish music – Czesław Niemen. Fortunately, the band didn’t try to imitate the style or the voice of the famous artist. They completed the challenge with respect to the classics, but with a fresh adoration of something new.

Czesław Niemen is one of the few vocalists whose artwork has become a brand; his voice is incomparable to others, and people actually try to be like him. Even though there are many singers who tried to sing that incredible verse Dziwny jest ten świat (Strange is this world), nobody ever got close to achieving the same effect. Funny enough, Soundrise’s album doesn’t include that well-known track. Instead, the musicians reached a bit deeper and dug out songs which aren’t familiar to an average listener; tracks such as Pieśń Wernyhory or Sieroctwo.

In this context, the title Unknown Niemen gets a double meaning. Not only can we hear the not-so-famous songs but, more than that, they are introduced in a whole new interpretation. Modern, yes, but all this innovation somehow sounds like Niemen anyway. Not only in the musical layer; also in the climate and the approach to music. The artist himself is impossible to be classified in one particular style; similarly, Soundrise itself is gracefully balancing on the edge of progressive rock (Sariusz), pulsating jazz (Pieśń od ludu mojego), or even delicate ambient (Italiam, Italiam).

Rising musical talents

The vocalist, Asia Pieczykolan, undoubtedly with a great artistic potential, changes robes of different music genres with lots of grace. In the intriguing, nervously vibrating Italiam, Italiam, her voice perfectly corresponds to the trembling guitar and hypnotizing drums. She achieves a similar effect in Pieśń Wernyhory; starting in a delicate way, but later warming up to some electronic effects. Asia’s voice, despite a big talent, still labels her as a pop vocalist. I’m curious which way will she take in the future; whether it would develop in this style (after all, good pop is not bad at all!) or she would start training her vocal and reach out to other genres. So far so good; the artist skillfully uses the fineness and clarity of her voice.

The guitarist Marcin Kużdowicz is another member of the band who deserves a separate attention. No doubt, same as the vocalist, he is a very talented musician. I specifically enjoy his solo performance in the mentioned Italiam, Italiam or in the great, nicely rocking Sariusz. The drummer Bogusz Stępak is also able to positively surprise his untidy but energetic drum set. Big bravo for keeping the constantly changing rhythm in Ach, jakie oczy. This track is, by the way, is a beautiful musical collage; we can hear jazz, stubborn electronics, sometimes a delicate pop shining through. But also, the song is ideally kept in an atmosphere of sensuality which, blended with the lyrics, gives a stunning effect.

One heart, many interpretations

I was very impatient to hear Jednego serca (One heart). This song is very sentimental to me and it’s on the second place on the favorite Niemen’s songs, just right after Dziwny jest ten świat. When it comes to the Soundrise interpretation… well, I have mixed feelings. When they are not trying to imitate the melody line of the original track, the overall sound is not bad at all. I mean, the song has a totally different personality than the one performed by Czesław. There, we can hear something like a majestic purport; perhaps thanks to the choir and organs, not mentioning the unforgettable vocal. All of this makes the audience believe what we hear. The story told in the song is very personal; the artist sings about what’s important for him; that ‘he needs one heart’. In Niemen’s performance, it looks like he’s talking about every single person on the planet. The artist is, therefore, this ‘voice of the people’; the voice that calls for love.

Regarding the Soundrise interpretation…When I listen to that delicate, feminine vocal of Asia, I can only believe in a story of a girl who confesses in her diary that ‘she needs one heart’… It’s not a bad thing, not at all! Simply, the force and energy are different; much different than the one we know from Niemen. Still, it spreads a very fresh, nice charm.

Artistic patchwork made of genius fabric

I consider the experiment of the Soundrise Project to be a successful one. The best in their idea was that, from the very start, they didn’t try to be as good as their master. As confessed: We are trying to present Niemen’s music in a modern way, so that people from our generation get interested in the art of this Great Master, know for them only from their parent’s stories. Well, I find it difficult to imagine not to have goosebumps all over while listening to Dziwny jest ten świat or not to dance like crazy during Płonie stodoła.

If we analyzed the band’s performance based on their Niemen language proficiency, they wouldn’t pass the test. However, they took another approach. Soundrise simply translated his language to their own, modern one. It is not Niemen talking to us using the band’s mouth. It’s rather his Daughter, explaining his art to her contemporary friends. The same as it was with the Master, Soundrise music is difficult to label using rigid genres names. Still, it’s not the same type of collage.

Niemen’s eccentric Daughter showed us that a tribute does not need to be a thoughtless imitation. For Soundrise, Niemen was a grand inspiration and thanks to this strategy they achieved a totally new quality, perfectly matching with their generation. I look forward to hearing another work of this music group. So far so good; congratulations, Daughter!

 


For more music-related articles check my Rock’n’Roll stories.

 


Po polsku.

 

Gdyby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że jest taki młody zespół, który robi uwspółcześnioną wersję muzyki Czesława Niemena, w moich oczach pewnie rozbłysłaby żądza mordu. Jakakolwiek próba interpretacji twórczości tego genialnego muzyka byłaby dla mnie niewybaczalną profanacją. Projektowi Soundrise dałam jednak szansę i drżącą ręką włożyłam płytę do odtwarzacza. I wtedy do pokoju wszedł nie Niemen, ale… jego dziwna, ekscentryczna i eteryczna Córka.

Wrocławski zespół Soundrise Project to piątka młodych ludzi z pasją do muzyki i ambicją stworzenia czegoś zupełnie nowego i unikatowego. Na warsztat wzięli twórczość legendy polskiej muzyki, Czesława Niemena i postanowili zinterpretować ją na swój własny sposób. Bez usilnych starań o podrobienie stylu ani tym bardziej (o zgrozo) głosu legendarnego artysty. Z szacunkiem do klasyki, ale też ze świeżym pędem do nowości. Zaiste, trudnego wybrali nauczyciela. Czesław Niemen jest jednym z niewielu wokalistów, których twórczość stała się osobną marką, jest nieporównywalna do nikogo; to do niego można próbować się upodabniać. Pomimo że liczba odważnych, silących się na zaśpiewanie słynnego, przyprawiającego o dreszcze wersu Dziwny jest teeeeeen świa-at jest śmiesznie duża, nigdy nikomu nie udałoby się zrobić w taki sposób, jak  autorowi oryginału. Co ciekawe, na krążku Soundrise nie mieliśmy okazji usłyszeć tego najbardziej znanego hitu Czesława. Zamiast tego, muzycy sięgnęli nieco głębiej i ze skarbnicy jego twórczości wydobyli utwory niekoniecznie znane każdemu, przeciętnemu polskiemu słuchaczowi, na przykład Pieśń Wernyhory czy Sieroctwo.

W tej sytuacji tytuł płyty Niemen Nieznany nabiera dwojakiego znaczenia. Nie tylko można tam usłyszeć te mniej popularne kawałki artysty, ale przede wszystkim są one przedstawione w zupełnie nowej aranżacji. Współczesnej, tak, ale w całej tej nowoczesności brzmienia słychać podobieństwo do Niemena. Nie tyle w warstwie muzycznej, ale w klimacie i podejściu do muzyki. Bo tak jak polskiego wokalistę ciężko było dopasować do jednego konkretnego stylu, tak i Soundrise zgrabnie balansuje na krawędziach progresywnego rocka (Sariusz), pulsującego jazzu (Pieśń od ludu mojego) czy nawet powabnego ambientu (Italiam, Italiam).

Wokalistka Asia Pieczykolan, niewątpliwie o ogromnym potencjale artystycznym, z lekkością i wdziękiem zmienia szatki kolejnych gatunków muzycznych. W intrygującym, niespokojnie wibrującym Italiam, Italiam jej głos idealnie koresponduje z rozedrganą linią gitary i hipnotyzującą grą bębnów. Podobnie jest w, zaczynającej się niewinnie jak u Anny Marii Jopek, ale później rozkręcającą się elektronicznymi efektami, Pieśni Wernyhory. Głos Asi na razie jeszcze, mimo dużego talentu, każe się wpychać do szufladki wokalistki pop. Ciekawe, jaką drogę obierze w przyszłości; czy rozwinie się w tym gatunku (przecież dobry pop nie musi być zły!) czy zacznie  ćwiczyć swoje struny głosowe, sięgając do innych poziomów skal, typowych dla innych stylów. Na razie jest dobrze; artystka umiejętnie wykorzystuje delikatność i czystość swojej barwy i sprawia, że doskonale wpasowuje się właśnie w takie aranżacje piosenek.

Na osobną uwagę zasługuje też gitarzysta Marcin Kużdowicz. Bez wątpienia, podobnie jak wokalistka, jest bardzo utalentowanym, nieakceptującym kompromisów muzykiem. Szczególnie podoba mi się jego solówka we wspomnianym Italiam, Italiam, czy w świetnym, miło rockowym Sariuszu. Z kolei Bogusz Stępak potrafi nieraz zaskoczyć nieuporządkowaną, acz zaskakująco energiczną grą na perkusji. Brawa za trzymanie zmieniającego się tempa w Ach, jakie oczy. Sam utwór jest zresztą nie tylko pięknym kolażem gatunkowym (słychać tu jazz, zawziętą elektronikę, miejscami delikatnie prześwieca pop), ale w tym samym czasie utrzymany jest w klimacie takiej sensualnej zmysłowości, która w połączeniu z tekstem piosenki tworzy oszałamiający efekt.

Z wielką niecierpliwością czekałam na wysłuchanie Jednego serca, jako że mam szczególny sentyment do tego utworu i plasuję go zaraz pod Dziwny jest ten świat w rankingu najbardziej przejmujących Niemenowych dzieł. Natomiast w aranżacji Soundrise… cóż, mam zdecydowanie mieszane uczucia. Gdy nie próbują naśladować linii melodycznej oryginału, idzie im całkiem nieźle. To znaczy, piosenka ma zupełnie inny wyraz niż ta w wykonaniu Czesława. Tam do głosu dochodzi pewna majestatyczna apokaliptyczność (może przez te organy i chór, to  zawsze dodają patosu) z wypełniającym ją, niepowtarzalnym wokalem Niemena. Wszystko to sprawia, że my jako słuchacze całkowicie wierzymy w to, co słyszymy. Historia opowiedziana w tekście jest przecież dość osobista, artysta śpiewa o tym, co jest dla niego ważne, że „tego jednego serca mu trzeba”. Jednak Niemen potrafił wykonać to tak, że sprawa zdaje się dotyczyć absolutnie każdego człowieka  na Ziemi, a wokalista jest tym „głosem ludzi”, wyrażającym ich odwieczne pragnienie miłości. Jeśli chodzi zaś o wykonanie Soundrise… Ja, słuchając delikatnego, dziewczęcego wokalu Asi, mogę uwierzyć jedynie w historię zwykłej dziewczyny, która ze drżeniem zwierza się w pamiętniku, że „brakuje jej jednego serduszka…” Absolutnie nie potępiam; po prostu wymowa znacznie różni się od tej  Niemenowskiej. Jest w tym przecież pewien świeży, miły urok.

Eksperyment Projektu Soundrise uważam jak najbardziej za udany. Najlepsze w ich pomyśle było to, że już od samego początku nie starali się dorównać pierwowzorowi. Jak sami powiedzieli: Staramy się przedstawić muzykę Niemena w wersji uwspółcześnionej, aby ludzie naszego pokolenia zainteresowali się twórczością Wielkiego Artysty, znanego im głównie z opowiadań rodziców. Cóż, mnie trudno wyobrazić sobie, że ktoś nigdy w życiu nie dostał dreszczy podczas samotnego słuchania Dziwny jest ten świat, albo nie wywijał szalonego oberka przy Płonie stodoła, ale może to tylko ja mam spaczoną wizję społeczeństwa. Niemen zbyt wielkim artystą był i za duże zostawił dziedzictwo, żeby można było obok jego twórczości przejść obojętnie.

Jeśli więc analizujemy materiał wrocławskiej formacji pod kątem dobrej znajomości języka niemenowskiego, to negatywnej krytyce poddałabym muzyków już od samego początku. Zamiast tego ja spojrzałam na te kilka utworów od zupełnie innej strony. Oni po prostu przełożyli jego twórczość na swój własny, uwspółcześniony język. To nie Niemen do nas mówi ustami Soundrise, ale właśnie taka jego Córka, tłumacząca swoim rówieśnikom twórczość taty. Tak jak to było u Mistrza, trudno jest nam zdefiniować ich muzykę przy pomocy skostniałych metek konkretnych stylów muzycznych. Nie jest to jednak ten sam typ kolażu. Ekscentryczna Córka Niemena pokazała, że hołd wcale nie musi być równoznaczny z bezmyślnym małpowaniem. Niemen dla Soundrise przyświecał jako inspiracja i dzięki temu uzyskali zupełnie nową jakość, idealnie wpasowującą się w swoje czasy. Z ogromną ciekawością czekam więc na kolejną muzyczną propozycję wrocławskich muzyków. A póki co –  moje gratulacje, Córko!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *